Tak szybko rosną… tak szybko mijają projekty. Mindfulness dla początkujących.

Dziś będzie trochę filozoficznie. Sobota, piękny słoneczny dzień. Dzień klasyki weekendowego ogarniacza – sprzątanie, gotowanie, porządkowanie.

A ja tak sobie stoję w drzwiach sypialni i patrzę jak Młodsza uderza bezradnie w zabawki łóżeczkowej karuzelki, wydając przy tym dźwięki szczęścia i radości. Ma zaledwie 2 miesiące a stara matka patrzy na nią jakby wkraczała na alpejski szczyt. I mam gdzieś, że dziś jesienny weekend, prawdopodobnie mogłabym szykować się teraz na jakąś imprezę, albo być na jakimś ważnym kursie/szkoleniu z branży. Albo pojechać za miasto i czytać książkę łapiąc ostatnie promienie lata.

Mogłabym też pakować plecak i jutro wyruszać w daleką podróż, mogłabym właśnie dopinać ostatnie kwestie przed podpisaniem wielkiego kontraktu biznesowego.

Klasycznie i ckliwie. Jak to ta matka, która „poświęciła karierę i imprezy dla dzieci ale przecież nic się nie równa z tymi uśmiechami i małymi rączkami.”
O nie nie! Tu nie o tym. Tutaj o zupełnie czymś innym, oczywiście tym bardziej uświadomionymi odkąd jestem matką, a zwłaszcza matką podwójną. Na mojej liście ulubionych blogerek mam Dagmarę z calareszta.pl, która mistrzowsko opisuje czym nie – powinno być ckliwe macierzyństwo a przy okazji jak stać się szczęśliwą mamą pijąca wino i prowadzącą swój własny pomysł na życie.

Otóż – tu nie chodzi o te małe słodkie rączki. Super że są i nie zamieniłabym je na nic innego. Istotne jest natomiast to, że w tej konkretnej sytuacji potrafię te przysłowiowe rączki dostrzec! Liczy się tu i teraz, czy jak to modnie jest teraz mówić – mindfulness.

Wieczne wyczekiwanie

W rodzicielstwie pierwszego etapu zwykle jest tak, że każdy dzień to wieczne wyczekiwanie. W zasadzie mogłabym napisać, jak to już w ciąży czekamy. Czekamy na kolejny tydzień, trymestr, na poród. Etapowanie. Potem po narodzinach dostajemy po głowie od życia i bardzo życzliwie, bez nieszczerych intencji słyszymy dookoła: „To połóg, poczekaj 6 tygodni, hormony się ustabilizują i nie będziesz już tak ryczeć.”, „Płacze po południu? Spokojnie, niedługo skończy 3 miesiąc i kolki znikną.” „Oj, marudzi, to na pewno zęby, daj mu chwilę.” Albo z przyjemnych spraw: „już niedługo będzie trzymać główkę, zobaczysz szybko minie!” , „Jeszcze parę tygodni i zacznie być  bardziej kontaktowe, wytrzymasz!” i moje ulubione:  „jak skończy pół roku to już będzie można nawiązać relację i niemowlę jest w końcu urocze!”. Ulubione, bo pół roku w przypadku Starszej, to akurat czas, po którym wracałam do pracy. Dziwnie było mi czekać na coś, czego nie doświadczę, bo będę 8 godzin poza zasięgiem rażenia mojej progenitury.

Tymczasem chodzi o to, żeby zatrzymać się na tym co jest teraz. To się nie powtórzy. Szymborska miała rację i nawet dostała za to Nobla, zatem czy to niewystarczający argument? Wiem, w macierzyństwie jak w życiu – czasem chce się uciec daleko daleko. Czasem ręce opadają, płacz jest nieutulony a śniadanie niezjedzone. Łkanie miesza się z lękiem, bo już nie masz pomysłów co robić i wtedy przypominasz sobie te (naprawdę!) mądre rady – wytrzymaj do trzeciego miesiąca, wytrzymaj do weekendu, wytrzymaj do kąpieli, wytrzymaj do karmienia. Stop! Zatrzymaj się. To niełatwe i trzeba to trenować. To, co naprawdę się teraz liczy to ten właśnie moment. Żaden inny – ciesz się nim, bo skąd wiesz co będzie jutro? Mnie dopiero natchnęło czym jest prawdziwa uważność kiedy urodziłam drugą córkę. Codziennie, w każdej minucie trenuję skupienie się na momentach, wiem, że tak jest być może dlatego, że z różnych powodów nie planuję kolejnego dziecka i jakoś tak mi… smutno. Smutno, że być może to ostatni raz, kiedy patrzę na swojego prywatnego noworodka, kiedy wkurzam się na płacz i na kolejną chęć jedzenia i powoli pakuję do kartonu ubranka rozmiar 56. Więc jakie znaczenie ma to co będzie za tydzień czy za godzinę? W kontekście tej chwili – żadne.

Nie ogarniaj, żyj!

Rodzicu, nie złość się zatem na swoje dziecię oraz na siebie, że nie ogarniasz wychowania. Ono jest projektem, który wymaga dużo większej uważności, niż cokolwiek zdarzyło Ci się robić w pracy. Skąd to przekonanie? Stąd, że czynników wpływających na dalszy rozwój jest nieskończenie wiele, ale przede wszystkim – jako rodzic masz tę robotę dozgonnie, nikt Cię z niej nie zwolni i nie możesz też złożyć wypowiedzenia. Jaki jest sens czekać na to co nadchodzi? Jaki sens rozpamiętywać wczorajsze wyzwania? Sensem jest skupienie maksymalnej uwagi na tej chwili, która trwa.

W pracy brakuje nam uważności. Od lat zmorą jest życie od pierwszego do pierwszego, od weekendu do weekendu. Od wydania do wydania. Od sprintu do sprintu. Nie czekaj na piątek, piąteczek piątunio. Nie czekaj na Matki Boskiej Pieniężnej. Z przymrużeniem oka możesz, ale na serio – nie! Pamiętasz tego Kowalskiego z 4. piętra? Pamiętasz ten produkt o roboczej nazwie “XYZ”, który okazał się takim bublem dwa lata temu? Kojarzysz jak paliłaś z Kaśką papieros za papierosem pod wejściem do biura latem 2015 i rozmawiałyście o zmianach planowanych przez nowego VP z Kanady? Z pewnością rozpamiętujesz zimę zeszłego roku, kiedy nie pojechałaś na narty ze znajomymi ze studiów, bo mieliście wydanie nowego produktu. A, nie to akurat pamiętasz – na nartach byli wszyscy i wyjazd naładował akumulatory na następne pół roku. Ty siedziałaś w nocy z zespołem i piłaś kawę z automatu. Ale produkt wypalił, a raczej jego wersja… pamiętasz co to było??? Ej, co to w ogóle był za produkt???

A gdyby tak pracować nad uważnością tu i teraz w pracy. Nie – nie chodzi o to, żeby nie mieć planów. To osobny temat. Chodzi o to, żeby pracować nad swoimi słabościami i nie rozpamiętywać sytuacji, które miały jakieś znaczenie w przeszłości. Ta kawa, którą pijesz nie wypije się drugi raz. Delektuj się nią teraz. Trudno jest pracować nad swoimi emocjami (o, ja to wiem!) więc taka uważność to trening dla siebie na co dzień.

Potem zobaczysz jak trening stał się nawykiem, jak gonitwa między biurkami stała się formą rozluźnienia mięśni. Jak dzień stał się w 100% poświęcony zadaniom a nie martwieniem się czy zostaną zrealizowane.

Jeśli tak jak ja – w głównej mierze w pracy zajmujesz się ludźmi, tym bardziej skup się na chwili i na tym człowieku, z którym rozmawiasz. Brutalnie zabrzmi – ale jutro może go już tu nie być. Nie mam na myśli strasznych wypadków losowych (chociaż one są i nie ma co ukrywać że potrafimy im zaradzić), ale dynamizm pracy – głównie w IT – powoduje, że zmiany osobowe następują szybko i spontanicznie.

Zafunduj sobie ten rarytas – powiedz stop swoim szaleńczym myślom i skup się na sekundach. Ktoś Ci za to podziękuje, co najmniej jedna osoba, którą znasz najlepiej.

About the author

Aneta

View all posts