Rodzicu! Jesteś bardziej „agile” niż Ci się wydaje!

Kiedy zainteresujemy się zwinnością, Agile’m , Scrum’em, Google najczęściej wysyła nas na niepozorną stronę z zapisanym Agile Manifesto. Pod adresem agilemanifesto.org wisi zwykły tekst, podpisany w 2001 przez (bardzo upraszczając) panów, którzy (jeszcze bardziej upraszczając) mieli dosyć tworzenia produktów powoli, proceduralnie a przede wszystkim – niezgodnie z potrzebami klienta.

Ruch ten rozwinął się dosyć szybko w środowisku, które reprezentowali wspomniani panowie. Być może dlatego, że podwalinami manifestu były sposoby pracy, które już funkcjonowały lub próbowały funkcjonować w firmach IT. Jednym z nich jest Scrum, innym Kanban. Już stawiano na normy jakości tworzenia produktu, propagując nowe narzędzia dla programistów i testerów ( np. Extreme Programming – XP). Generalnie – przestawano robić „bysnesy” na zasadzie „Do bramy się znamy, od bramy się nie znamy” bo informacja zwrotna od klienta stawała się mocną podwaliną do tworzenia produktu o znakomitej jakości, przy mniejszych kosztach i szybszym terminie realizacji.

No ja to bym mogła o Agile godzinami 🙂 Pewnie potwierdzi to wiele osób, które ze mną pracowały, lub były na moim warsztacie czy szkoleniu. Jak to z każdą religią – nie wystarczy w coś wierzyć, trzeba też praktykować. To dosyć istotna kwestia, dlatego nie jestem wielką fanką pracy z domu, ćpania wiedzy, kiszenia się na kwadracie swojej firmy. Jestem natomiast ogromną entuzjastką pokory i empiryzmu. I dlatego dosyć często zdarza mi się powtarzać, że z wszystkich kursów, szkoleń, konferencji, warsztatów, wykładów itd, jakie zaliczyłam w swoim życiu, jeden jest najbardziej efektywny – jest to warsztat z bycia rodzicem.

Dlatego też pewnie osoby, które dzieci nie mają (z wyboru lub z przyczyn losowych) będą ze mną polemizować, czemu w ogóle się nie dziwię. Tak się składa, że przed urodzeniem Starszej nie otaczały mnie żadne dzieci i ciężko było mi zrozumieć o co chodzi tym wszystkim matkom. Nie mam zatem wątpliwości, że mój blog nie jest dla każdego „Agilowego Ćpuna”, zauważam jednak, że moi bezdzietni znajomi tym większa mają pokorę, kiedy czasem zaczerpną wiedzy i doświadczenia od znajomego rodzica. Nie dlatego, że „dzieci są takie słodkie”, raczej dlatego, że wychowanie mądrego obywatela to cholernie ciężkie zadanie. A pamiętajmy – któreś z tych obywateli dostanie nobla za lek na raka czy za pokój na świecie. Większość pewnie – będzie specjalistami w swoich wąskich lub szerokich dziedzinach. Niektórzy będą podcierać nam tyłki w domu starców, inni zarządzać ogromnymi korporacjami. KAŻDE z nich do wykonywania swojej pracy potrzebuje wyssać niemal z mlekiem matki cechy takie jak: pokora, zaangażowanie, uprzejmość. Według mnie zwinność pomaga w wychowaniu takich właśnie ludzi.

Agile Manifesto to cztery proste przesłania. Są recytowane na każdym szkoleniu ze zwinności, powtarzane na onboardingach w korporacjach, wspominane przez managerów i Scrum Masterów na spotkaniach. Jak to się ma do życia w domu na linii rodzic- dziecko?

Ludzie i interakcje ponad procesy i narzędzia.

Powiedzmy jedziecie na weekend w góry. Trzeba zatankować auto, zrobić zakupy, spakować plecaki i sprawdzić warunki pogodowe.  Jedziecie całą rodziną, bo jest na to czas, bo chcecie połazić, może odpocząć od miasta, a może obiecaliście dzieciom i Was nudzą od tygodni. Jedno jest pewne – każdy ma ochotę na wycieczkę, przygodę, rozrywkę. Co zatem robicie? Zakładam, że miejsce wybrane, wiec pozostaje postanowić co będziecie robić. Chodzić po szczytach? Czy może bardziej leżakować w schronisku? A może jakieś rowery w dolinkach? Aby podjąć właściwą decyzję (od tego zależy mniej więcej jakiego rodzaju ekwipunek zabieracie ze sobą) siadacie ze sobą i dyskutujecie – co chce robić poszczególna osoba, a jeśli jeszcze nie ma zdania ze względu na swój wiek – na ile możemy sobie pozwolić (noszenie rocznego dziecka w plecaku jest OK, ale już podciąganie marudzącego 4-latka nie bardzo). Cel jest jeden – chcecie spędzić ten weekend w górach i razem. Wybraliście góry a nie morze bo prawdopodobnie wolicie ten rodzaj wypoczynku. Może zastanawiacie się czy nie namówić jakichś znajomych na ten wypad? W dniu wyjazdu rano tylko dopakowujecie kanapki i termos, reszta sprzętu załadowana dzień wcześniej do plecaka a może nawet auta. Chcąc uniknąć korków, sprawdzicie trasę i ewentualne zagrożenia czy korki.
Czy uda się zrealizować cel?

Jeśli tyko postawiliście na ludzi i interakcje między nimi to z pewnością już przed południem będziecie na szlaku. Wiesz z kim ta wyprawa, czy załapali się ewentualnie znajomi. Widzisz ten błysk w oku męża/żony i uśmiech dzieci, kiedy patrząc na górskie pejzaże, aż chce się żyć! Idziecie pełni zadowolenia – choć być może trudność szlaku Was przerosła albo ktoś nadwyrężył nogę.  Może chce się pić – ale zawsze ktoś obok poratuje wodą. Na to wszystko nieznajomy turysta powie „Dzień Dobry” i jakoś nagle tak łatwiej wdrapywać się wyżej.

A gdzie procesy?  Gdzie narzędzia? Ależ one są! Bez nich cała wycieczka byłaby dużo trudniejsza. Tyko w takiej zwinnej wyprawie, mając na uwadze CEL a nie ŚRODKI do celu, nikt nie zwracał na nie uwagi, nikt się na nich nie skupiał. Dlatego w plecaku znalazły się wszelkie górskie akcesoria bo było to OCZYWISTE że należy je zabrać by potem użyć. Było jasne, że sprawdzimy trasę korków na Google Maps, a auto zatankujemy. Nie trzeba było uruchamiać procedury Z-276L aby spakować kanapki, zjeść porządne śniadanie i zabrać odpowiednie do wędrówek buty. Nawet jeśli nie wybieramy się w góry w każdy weekend, było wiadome jakie ubranie zabrać i jaki szczyt wybrać, trzeźwo oceniając swoje możliwości.

Tak, bo LUDZIE byli w centrum zainteresowania, ich upodobania i relacje a nie sam PROCES jakim jest zorganizowanie wycieczki.

Działające oprogramowanie ponad szczegółową dokumentację

Wydawałoby się, że to skrajnie hermetyczne stwierdzenie. Gdzie w domu jakaś dokumentacja, a już na pewno gdzie oprogramowanie. Nie, nie będziemy szukać dokładnego odzwierciedlenia, natomiast bardzo łatwo na przykładzie tej samej wycieczki w góry znaleźć prostą analogię. Powiem więcej – nawet dosyć banalnie prosto w tzw. „dzisiejszych czasach”. Jeśli zamiast przefiltrowanych oczu widokami, ekscytacji z dotyku porannej górskiej rosy, wiatru ocierającego się o twarz  – skupiamy się na szczegółowej relacji przez komunikatory, social media to znaczy że nasze oprogramowanie nie działa należycie. Nikt nie mówi, żeby nie robić zdjęć i nie szukać (zwłaszcza w górach) odpowiednich kadrów, ale jeśli nasi znajomi w mieście wiedzą szczegółowo co robimy, a Instagram już generuje ruch po wystylizowanych zdjęciach, to znak, że czas na głębszy reset. Działające oprogramowanie to radość z wycieczki, z rodziny, z czasu, który tu płynie inaczej – a nie dokumentowanie minuty po minucie i analizowanie czasu w głowie. Padamy ofiarą stresu, nawet jeśli nie korzystamy z internetu w górach – trudno zostawić codzienność, bo nakręciliśmy się na nieustanną pracę i bycie „on line” dla szefa i dla Reszty Świata. Nie róbmy DOKUMENTACJI, sprawmy, aby działało OPROGRAMOWANIE – czyli Tu i teraz z rodziną. Fajne i zwinne rodziny tak właśnie mają i nie trzeba ich namawiać do radości.

Współpraca z klientem ponad negocjowanieM umowy.

To nie tak, że naszymi „klientami” są dzieci czy mąż. Że to ONI chcą wycieczkę a my tylko negocjujemy jej zakres. Nie o to chodzi. Chodzi o coś, co w górach jest bardzo dosłowne – reagowanie na zmiany. Górska pogoda niejednemu piechurowi pokrzyżowała plany. Wielu – lekceważąc nowe wymagania, straciło życie lub zdrowie. Nie ma lepszego miejsca na zrozumienie jaką karę można zapłacić za niedostosowanie się do nowych wytycznych. Tak jak w życiu. Często płata nam figle i nie jest po naszej stronie planu. I w życiu nie negocjujesz tak łatwo jak w  korpo, tutaj nie ma miejsca na dopisanie kodu czy dosypanie kasy na nadgodziny. Jeśli mimo misternie zaplanowanego weekendu, Twoje dziecko rano budzi się z wysoką gorączką, możesz być najlepszym negocjatorem – i tak nie uda Ci się spędzić miło dnia bez współpracy. Współpraca jaką osiągamy przy planowaniu „produktu” mając małe dzieci dla wielu jest niewyobrażalna. Ile trzeba mieć w sobie pokory i spokoju, a przy tym zdecydowania w działaniu, kiedy choroba, wypadek, albo pilna potrzeba zmienia założenia. Stajemy się najbardziej kreatywni w uzyskaniu celu, który też często musi ulec zmianie. Nie oblekamy minutą ciszy powodów zmian – współpracujemy.

Reagowanie na zmiany ponad realizacją ZAŁOŻONEGO planu.

Jakby mniejsze założenie wcześniejszego zdania. Plany warto mieć, ale nikt nie jest większym ekspertem w ich naginaniu jak młodzi rodzice. Tym jest to różne od negocjacji umów, że zmiany mogą być małe i nie muszą wpływać na całość „umowy”. W górach też nas to spotyka – bo jeśli zakładamy, że z dwójką małych dzieci, dotrzemy przed zmierzchem do schroniska według czasu podanego na szlaku, to jesteśmy po prostu bezmyślni. Co innego zaplanowanie realnego czasu i realnego celu.
Z tym że, ten plan MUSI być ramowy i zwinny. Musimy założyć niespodziewane ataki głodu lub paniki, nieprzewidywane siku i spotkanie ekscytujących żab po raz 124. I choć nie wiem jak to dla nas nudne i monotonne, to należy się pochylić nad płazem i po raz setny odpowiedzieć na pytanie: „A dlaczego?„. Kwintesencją Agile jest reagowanie na zmiany – zarówno wymagań, jak i całego wyobrażenia produktu. Reagowanie na zmiany to sedno przestawienia się na zwinne myślenie. Nikt nie potrzebuje niepotrzebnych produktów czy usług, więc także nie dociskamy gazu do dechy w sytuacji, gdy połowa rodziny ma grypę a w tatrach zagrożenie lawinowe. Lepiej spędzić weekend w łóżku przed telewizorem niż z chorobą w schronisku.

//

Dla mnie Agile to poprawna komunikacja. Poprawna komunikacja to natomiast ocean umiejętności miękkich. Ilość zmiennych w tym równaniu jest nieskończona, bo każdy z nas ma inny charakter, temperament, nawyki. Brzmi przerażająco? Zacznijmy więc od siebie, nastawmy się na słuchanie. Cholernie ciężkie, zwłaszcza jak dołożymy do tego uprzedzenia i pośpiech. A gdzie w tym świecie zabiegania można znaleźć czas na słuchanie siebie, co dopiero innych.

No to może chociaż wycieczka w góry?

About the author

Aneta

View all posts