Realse Planning – jedyne plany, jakie może poczynić zwinny rodzic.

Dosyć hermetyczny tytuł posta. Dla osób z branży software developmentu, zwłaszcza z korporacji, powszechnie używany i stosowany. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Release Planning (planowanie wydania) to czynność, podczas której określamy cele projektowe. Tyle mojej definicji – w środowisku agile nie mamy do czynienia z planowaniem znanym z kaskadowego modelu (waterfall). Często jednak słychać, że w edżajlu to wszystko jest zmienne i niczego nie planujemy. Taka radosna twórczość, po nas choćby potop.

Tymczasem to nieprawda, bo bez porządnego planowania nie byłoby strategii. Bez strategii nie ma produktu. A bez produktu nie ma zysków.

Szczypta Scrum’a

Podsumujmy jednak co w projektach zwinnych najczęściej nas spotyka. W Scrumie planujemy na poziomie:

  • sprintu (który trwa 1-4 tygodnie) i jego efektem jest dostarczenie konkretnego przyrostu w funkcjonalności (ang. increment). Oznacza to mniej więcej tyle, że zespół sobie oznacza (oczywiście wspólnie z Product Ownerem) co uda się zrobić podczas tego konkretnego i nieprzekraczalnego odcinka czasu.
  • dnia (który trwa tyle ile pracujemy – celowo nie napiszę tu 8h, bo czasem jesteśmy wydolni na 2 a czasem na 16. I co komu do tego? Plan obejmuje również takie „wybryki”). Na takim codziennym planowaniu uczciwie (zwłaszcza przed samym sobą) komunikujemy czego podejmiemy się przez najbliższe 24h i czego udało się dokonać wczoraj.

Tyle ze Scrumowej teorii. Jestem święcie przekonania, że w internecie znajduje się milion miejsc, które w odpowiedni sposób wyczerpują tematykę mechaniki Scrum’a i każdy znajdzie teksty odpowiednie dla siebie. Nie czytajcie tylko z niesprawdzonych źródeł (np. brak autora, którego nie można łatwo sprawdzić choćby na LikediIn to dla mnie dyskwalifikacja) a już na pewno nie opierajcie swojej wiedzy na anonimowych dyskusjach pod artykułami. W razie wątpliwości, zachęcam do sięgnięcia po prostu do Scrum Guide‚a, który jest tak łatwy do zgooglowania, że podawanie choćby linku tutaj mija się z celem.

Dlatego póki co nie chciałabym streszczać (!) 17 stron dokumentu, bo każdy ale to każdy ma swoje doświadczenia, a jeśli naprawdę komuś mało to szczerze zachęcam do zrobienia sobie profesjonalnego kursu, prowadzonego przez któregoś z akredytowanych trenerów.

Wróćmy do planowania

Starzy wyjadacze scrumowi doskonale wiedzą, że jak się źle zaplanuje sprint, to potem boli. Oj boli. Dzienne planowanie jeszcze jakoś można przeżyć – najwyżej koledzy z zespołu dokonają publicznego linczu, albo będziemy trenować szycie na kolanie. Te sprawy łatwiej wypływają. Planowanie w Scrumie jest bardzo istotne, bowiem w tej metodzie nie ma czegoś jak planowanie wydania (Release Planning). Tzn oficjalnie nie ma.

Nie znaczy to, że autorzy najpopularniejszej agilowej metody pracy udają, że świat jest taki piękny, zespoły takie zgrane a klient zawsze zadowolony. Że nie robimy produktów dla pieniędzy i tworzymy rzeczy jak w radosnym startupie.

Oni świadomie założyli, że do ramki Scrum wrzucamy naszą rzeczywistość, obarczoną terminami, ograniczonymi zasobami i często skompilowaną biurokracją. Na pomoc wkracza wówczas Release Planning i jasne określenie celu, jaki osiągniemy po wypuszczeniu produktu.

Tym celem może być:

  • dostarczenie produktu na konkretny termin (wynikający np. z kalendarza świątecznego, z umów ustawowych, z zamówień publicznych)
  • dostarczenie produktu, który będzie miał konkretne funkcje (takie minimum – zwłaszcza jeśli są same w sobie bardzo skomplikowane)
  • dostarczenie produktu nie przekraczając założonego budżetu (zwyczajnie – worek z kasą na inwestycje jest bardzo sztywny i najnormalniej w świecie – założyliśmy, że nie zainwestujemy więcej niż mamy, nawet jeśli miałoby to oznaczać ograniczenie funkcjonalności)

Taki „gruby” planning nie musi być wielogodzinnym zebraniem na szczycie, w -4 piętrze Pentagonu. No chyba, że ktoś bardzo lubi. Jak przeprowadzić sprawny Release Planning to też temat na osobny post albo i nawet na całą serię. Teraz proponuję skupić się na tym co należy za jego pomocą osiągnąć.

Przede wszystkim zaznaczyć, opisać i omówić zrozumiane cele projektu. Umieszczając je na bardzo ramowej osi czasu, dostajemy pewnego rodzaju miernik naszej strategii. Tyle w temacie grubego planowania w agile.

A ty rodzicu? Kiedy na wakacje?

Mój ulubiony przykład rodzicielskiego Release Planningu. Wakacje. Cel sam w sobie, bo w zależności od upodobań, charakterów i doświadczeń – dla każdego oznacza co innego. I nie ważne czy będą to wakacje All Inclusive kolejny raz w tym samym (ciepłym) miejscu czy wyprawa z plecakami w skandynawskie lodowce. W jednym jesteśmy zgodni- dopóki nie wysiądziesz z samolotu (czy czegokolwiek innego) nigdy nie wiesz czy plan się zrealizuje.

I jak to w życiu – zawsze mamy dwie opcje: przejmować się albo nie. Jeśli jesteś przypadkiem pierwszym – to może ten moment, kiedy warto zmienić swoje postrzeganie świata i włączyć do niego agile.

To pora na włączenie zupełnie innego sposobu myślenia. Nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza kiedy mamy tendencje do perfekcjonizmu. Dzieci uczą luzu, ale nie bałaganu. Nie myl braku szczegółowego planu z niedbalstwem i roztargnieniem. W przypadku rodzicielskiego Release Planu, dzieci uczą nas wrzucania na luz zarówno z miłych powodów jak i kłopotów.

Patenty na chore dziecko

Każdy rodzic spotka się niestety z prawem Murphego jeśli chodzi o większe lub mniejsze wyjazdy z dziećmi. Mamy tu do czynienia ze statystycznie najczęstszym powodem zmiany planów jakim jest choroba. Naprawdę nie życzę nikomu tragicznych przypadków (bo życie – zarówno nasze jak i naszych bliskich płata figle) ale chodzi mi o najzwyklejsze przeziębienie, katar, wirusa. Pół biedy jeśli musimy zrezygnować w nart w sobotę. Gorzej jeśli gorączka zabrania nam wsiadania do samolotu.

Co robić? Chować pod kloszem? Nie! Złotego środka jeszcze nie wymyślono, ale oto moje sposoby:

  • nie nastawiaj się negatywnie. Znasz teorię o samospełniającej się przepowiedni? Trochę w tym klimacie – rozpędź negatywne myśli. Kup ten bilet, nie czekaj bo promocja jest właśnie teraz. Nie ma dobrego terminu aby uniknąć potencjalnej choroby. Dlatego nie wizualizuj epidemii grypy w środku lata ale też nie zakładaj, że zima to murowany katar całej rodziny. Po prostu załóż, że nic złego się nie stanie.
  • naturalnie wzmacniaj odporność. Najlepiej oczywiście cały rok. Nie jestem specjalistką od zdrowego żywienia (ba! latami to nawet nie stałam kilometry obok!) ale podstawowe sprawy można wdrożyć od już. Do picia –woda (tak, taka zwykła, może być z kranu o ile to dozwolone w twoim wodociągu), owoce pod ręką (wyrabianie nawyku podgryzania), warzywa na każdej kanapce, a do obiadu, choćby to był najgorszy smażony kotlet – koniecznie ogórek lub kapusta kiszona. U nas sprawdza się też nawyk picia ciepłego mleka z miodem i reglamentowanie (takie prawdziwe) słodyczy. Spróbuj. Nie zaszkodzi. A potem odszukaj w internecie bardziej zaawansowane wypowiedzi na temat zdrowego odżywiania.
  • hartuj ducha i ciało. Trochę w temacie odporności – czapka kiedy zimno, nie ubieranie się na bałwana ale raczej na cebulkę. Utrzymywanie odpowiednio chłodnej temperatury w domu – zwłaszcza w sypialni. Wietrzenie pomieszczeń i unikanie smogu. Spacerowanie mimo tzw. „złej” pogody i  maksymalne zrezygnowanie z samochodu na rzecz swoich nóg, roweru a ostatecznie komunikacji miejskiej. Tyle o ciele. Duch hartuje się przy okazji ciała – pokazujemy, że marudzenie z powodu „jakiegoś tam deszczu” jest po prostu śmieszne, a rezygnowanie z kopania w piłkę bo się lekko jesiennie zachmurzyło nie przystoi przedszkolakowi.
  • ostatecznie, ale bez paniki – unikaj potencjalnych zagrożeń dwa, tydzień przed wyjazdem. Czyli – wtedy jednak zachęcam do zrezygnowania z komunikacji publicznej (chyba że to robimy codziennie). Kontaktu z potencjalnymi miejscami siedlisk chorób (zwłaszcza w sezonie i zwłaszcza jeśli chodzi o małe tzn. takie do 3 lat dzieci). Siedliskiem będzie przychodnia, galeria handlowa, wszelkie sklepy z dużym „obrotem”, zwłaszcza apteki. Nie daj boże imprezy z chorymi dziećmi lub dorosłymi. My np. kiedy lecieliśmy na wakacje z niespełna 2-letnią Starszą, nie posłaliśmy jej do żłobka tydzień wcześniej, bo było ostrzeżenie o panującej szkarlatynie.

Planuj zwinnie cel, reszta to zmienność.

Tak właśnie – planuj cel. Wspomniana podróż jest najlepszym przykładem, każdy rodzic tak samo nie może się doczekać wakacji jak się ich obawia.

Nie planuj natomiast dokładnie każdego dnia. Zwłaszcza jeśli jesteś rodzicem po raz pierwszy a wcześniej standardem było zwiedzanie do nocy i impreza do rana. Nie czas na tekst o zmianie priorytetów (to już wiesz), ale o to, żeby zawsze brać pod uwagę niewykonanie planu maksimum.

Nie zakładaj zwiedzenie wszystkiego o konkretnej porze. W miejskiej włóczędze nie bierz pod uwagę czasu sugerowanego przez google maps. Wrzuć na luz, to właśnie najlepsze w tym rodzicielskim planowaniu. Załóż taką ewentualnosć, że przydaży sie gorączka, że nogi będą boleć.

Zmieniaj plany – w miarę możliwości dostosuj je do pogody, poziomu zmęczenia, nastroju.

Nie myśl, że zwiedzanie będzie nieudane bo nie udało się dotrzeć do każdego muzeum czy budowli. Że nie dotarliście na wszystkie szczyty ale utknęliście w schronisku i cały dzień gracie w planszówki.

Planuj mądrze, odpowiedzialnie i spontanicznie. Pozwól stać się uczniem swojego mądrego dziecka, które czasem pokazuje lepiej niż najlepszy przewodnik gdzie warto się zatrzymać na dłużej.

 

 

 

About the author

Aneta

View all posts