Procedury i eksperymenty – jak to zrobić w domu?

Kiedy zaczynamy rozmawiać o zwinności na poziomie przedsiębiorstwa, które jeszcze raczkuje w biznesie, albo przynajmniej ma krótki staż na rynku pracy, to często można usłyszeć: „My jesteśmy Agile, bo u nas nie ma tych sztywnych procedur z korporacji.”. Słyszałam to wiele razy. I im dłużej zajmuję się zwinnością zawodowo, tym bardziej smutnie przerażające jest to podejście do biznesu.

Pani z korpo i hipster ze startupu.

Mam wrażenie, że popadamy w skrajności, przynajmniej na poziome pracy. Rynek dzieli pracodawców na tych z jednego bieguna – skrajnie zbiurokratyzowanych, o szczegółowo opisanych procedurach i normach. Z drugiej strony – mamy radosne start-upy, gdzie każdy jest swoim szefem i nawet nikt nie musi się zastanawiać nad mądrościami płynącymi z turkusu* czy innych kolorów. My zwyczajnie jesteśmy tak „agile” że już bardziej „flexible” się nie da.

Tymczasem oba przypadki to tak na prawdę samo dobro. Nie wyobrażam sobie, żeby bank obracający transakcjami na kwoty, które przewyższają PKB niejednego państwa, nagle przestał by stosować się do reguł panujących w finansach i bezpieczeństwie tychże finansów. Albo producent oprogramowania do samolotów zaprzestał tworzenia dokumentacji, nie mówiąc o dostosowaniu się do norm lotnictwa.

Tak, są pewne fundamenty, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie wprowadziłby rewolucyjnych zmian albo odstępstw w ramach radosnego eksperymentu.

To samo w drugą stronę. Narzekanie, że w biurze tworzącym (miejmy nadzieję) przełomową aplikację do zamawiania wegańskiego sosu, nie ma procedury do zaparzania kawy jest kpiną. Powiedz to tym zapaleńcom, rozwijającym produkt – często po nocach, że muszą spędzić 10% swojego czasu w biurze na dyskusjach o komunikacji i motywacji. Tymczasem  podczas przerwy papieroskowej wyjaśnią sobie więcej niż niejeden kołcz potrafiłby wyciągnąć z hermetycznej grupy informatyków w kraciastych koszulach.

Uszanujmy swoje procesy i ewoluujmy je ale za pomocą mądrych decyzji, nie argumentów: „nie bo nie”, „nie da się”, „bo my tak zawsze”, „bo my tak nigdy”…

Kto sprząta po śniadaniu i gdzie są kluczyki do samochodu?

Znamy to skądś? A jakże! Dom to siedlisko „niedasiów”, „nieboniów” i innych zaklęć stosowanych na żywych organizmach.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy obserwatorami, audytorami, albo jakoś jeszcze inaczej nazwanymi konsultantami. Ewentualnie możemy po prostu zostać Harrym Potterem w pelerynie niewidce. Ważne aby się przyjrzeć zachowaniom, które sterują naszym dniem.

Ćwiczenie jest niesłychanie proste. To nie musi być (a raczej nawet nie powinna być) analiza rodem z rad nadzorczych czy komitetów strategicznych. To taki zwykły rachunek sumienia dnia. Trudność polega na oderwaniu się od oceniania przez pryzmat członka rodziny i skupianiu na swoim poglądzie. Aby uzyskać jak najlepsze wyniki, tak po prostu dzisiaj wieczorem (albo teraz jeśli czytasz to w łóżku przed  – o zgrozo – snem) zadaj sobie pytania:

  1. Co było pierwszą czynnością WSPÓLNIE wykonaną dzisiaj rano.Nie, nie spodziewam się tutaj odpowiedzi w stylu: „Nasza rodzina codziennie rano wspólnie zasiada do śniadania, tzn do owsianki z owocami lub jajecznicy przygotowanej z jajek od szczęśliwych kur”. Spodziewam się raczej: „Po panicznym wydobyciu najmłodszego syna z łóżka, udało nam się spotkać w kuchni i spojrzeć na zegar, który jasno zakomunikował, że jak WSZYSCY nie wyjdziemy za 5 minut z domu, to ŻADNE z nas nie zdąży na czas do szkoły/pracy/przedszkola – właściwe podkreślić.”
  2. Jak komunikowaliśmy się w ciągu dnia w sprawach operacyjnych? Jakim sposobem? Dzwoniąc? Pisząc na komunikatorze?Znowu nie mam na myśli telefonu do męża z zapytaniem: „Kochanie, jak Ci mija dzień w pracy?” ale raczej: „Pamiętasz, że dziś mam dłużej spotkanie i odbierasz Janka ze świetlicy. A w ogóle to o 17 ma dentystę. A ja mam fryzjera o 18. Wspominałam o tym przedwczoraj.”
  3. W jakich okolicznościach odbywa się (zapewne wieczorno – popołudniowe) zebranie w „bazie”?Czy będzie to okolica wspólne kolacji. Albo chociaż okolica kolacji dzieci? Czy może rodzinne (przemiłe zapewne) zakupy w osiedlowej Biedronce? A może w czasie bloku reklamowego po Wiadomościach/Faktach/Wydarzeniach (niepotrzebne skreślić w zależności od opcji)? Czy może w przerwie między książką/planszówką/serialem?

Co można zrobić, aby poprawić proces? Wiele i niewiele. Bo to jest tak. Gdybyśmy znali te sposoby, już dawno bylibyśmy tą rodziną z reklamy Nuttelli. Jakoś zakładam, że nie jest tak słodko.

Pierwsze koty za płoty – zadanie wykonane, dzień mniej więcej przeanalizowany. Teraz czas na środki ulepszające wasze rodzinne procedury. Najlepiej zrobić to eksperymentami.

Bezpieczna przystań

Cokolwiek byśmy nie mówili o naszych rodzinach, jak bardzo się nie kłócili, ja bardzo nie mieli siebie dość, to przyznajmy bez bicia, że jest to bezpieczne środowisko.

Jeśli robić eksperymenty i ulepszenia, to gdzie jak nie w środowisku, z którym mamy najwięcej do wygrania i które (o taki paradoks) obdarzamy uczuciem większym niż zwykłe przyzwyczajenie.

Zachęcam do zwinnego empiryzmu na poziomie codziennych procedur.

Poranne zamieszanie

Pomyśl czy nie warto zmienić JEDNEJ sprawy aby sprawniej zorganizować się o poranku. Nie rewolucyjnie, ale po odkryciu w czym tkwi problem – popracować nad JEDNYM rodzinnym nawykiem. Przykłady? Inspiracje? Proszę:

  • umil czas dając kopa muzyką, którą włączasz na cały dom
  • upewnij się wieczorem, że kluczyki do samochodu są odłożone na wybranym miejscu
  • zachęć dziecko do przygotowania sobie ubrania na drugi dzień już po wieczornej kąpieli
  • wyciągnij z szafki owsiankę/chleb – niech rano zachęcą do przygotowania śniadania bez zbędnego zastanawiania się „Co dzisiaj zjemy”
  • pogadajcie przy śniadaniu o tym co się dzisiaj śniło
  • albo o tym co będziecie robić popołudniu

To tylko przykłady – każdy ma w swojej rodzinie patenty na zmiany. Ważne, aby nie rzucać się na otwarte morze. Jedno usprawnienie wrzucamy w eksperyment, sprawdzamy czy działa – a jeśli nie – bez bólu wyrzucamy z repertuaru.

Telefon nie w porę, a wiadomość w chmurze.

Kiedy nie działa nam procedura komunikacji w ciągu dnia, najczęściej obwiniamy rzeczy martwe (telefon, sieć, internet, niezapłacony rachunek) lub żywe (nigdy siebie, zawsze odbiorcę). A może przetestować inny środek komunikacji?

Może wydawać się to śmieszne, ale kiedy z mężem zaczęliśmy komunikować się za pomocą popularnej zielonej aplikacji (zamiast dzwonienia „nie w porę”) to jakość i częstotliwość informacji znacznie wzrosła. Szanujemy przy tym fakt, że nie spamujemy się wiadomościami, co bywa częstym problemem w grupowych wiadomościach.

Spróbujcie – może eksperyment powinien pójść w znacznie inną stronę  – właśnie zamiast pisania, krótkie dzwonienie. Albo zamiast krótkiego – długie bo oboje się „rozkręcacie” a charakter pracy nie koliduje z takim „wiszeniem na telefonie”. Eksperymentujcie.

I na koniec „zebranie w bazie”.

Może się zastanawiasz co w ogóle mam na myśli, jakie zebranie? Nie ma czasu na zebrania, jest życie!

Życie, gdzie każdy sobie rzepkę skrobie. Jedno przed telewizorem, drugie przed komórką, trzecie przed książką. Owszem, może być ambitniej i każde przed książką lub komputerem w celach naukowo-pracowych. To ciągle nie jest razem.

A gdyby tak rzucić wszystko i wypić razem herbatkę? Ułożyć wspólnie puzzle? Zjeść kolację? Wyczyn? Drobny eksperyment, do którego zachęcam.

Ulepszajmy procedury w domu. Nie żyjmy w chaosie.
Hermiona miesza eliksiry i nie jest pewna wyniku. Z resztą sama powstała z połączenia kilku figurek Lego.

 

*turkus = turkusowe organizacje, opierające swoje struktury o samo-zarządzanie. Więcej w googlu lub w książce „Reinventing Organisations” 

About the author

Aneta

View all posts