Matko, nie kłam!

Normalnie krew mnie zalewa jak słyszę w poczekalni pediatrycznej rodzica, który oczekując z dzieckiem w kolejce na pobranie krwi mówi: „Jasiu, to nie będzie bolało!” Pewnie czytaliście w mądrych poradnikach o wychowaniu, że w ogóle mówienie czegokolwiek dziecko z partykułą NIE zwyczajnie jest głupie, bo dziecko tejże partykuły nie słyszy. Więc wspomniany Jaś dowie się wprost od matki że właśnie będzie bolało.

To szybkie podsumowanie podręcznika o wychowaniu. Mówmy tak czy siak, byle nie używać słowa NIE. Ha! Ja poszłam krok dalej. Zachęcam, aby raczej powiedzieć: „Jasiu, to będzie bolało! Może nie jak jasna cholera ale będzie i nawet więcej! Będzie plaster i strupek!”. No dobra, rozpędziłam się. Tak też nie mówcie 🙂 Do czego zmierzam. Otóż do najpopularniejszego grzeszku całej ludzkości czyli do kłamstw. Tak mądrze uczymy dzieci (i to od wieków) że kłamać nieładnie, że nie przystoi i że to grzech. A rodzic to już może, prawda? Ręka do góry kto kiedykolwiek nie okłamał swojego dziecka! Nie pamiętasz? A ta czekolada skitrana za książkami to jak się ma do: „W weekendy nie jemy słodyczy, poza tym nic nie mamy w domu”. Kłamiemy jak szewcy i nawet dobrze wszyscy na tym wychodzą w ostatecznym rozrachunku (dziecko zęby bez próchnicy a matka z podwyższonymi endorfinami). Ja też kłamię, bez tego ciężko przetrwać. Naprawdę. Są jednak sytuacje, w których kłamstwo ma tak krótkie nogi, że bardzo będziemy żałować.

Krótkie nogi kłamstwa

Nie kłam matko jak idziesz z dzieckiem do lekarza. Jak masz w planach wizytę u dalszej, nudnej rodziny. Jak czeka Was dłuższa i nudna podróż samochodem. Nie kłam kiedy wyjeżdżasz na delegację, znikasz gdzieś na dłużej (z tym że „dłużej” oznacza co innego w zależności od wieku dziecka). Nie kłam, kiedy masz kłopoty w pracy i chodzisz napięta, nie kłam że prababcia zasnęła i już się nie obudzi. Nie kłam że kupisz grę za setki monet, kiedy czekasz drugi miesiąc na przelew a w lodówce światło i parówki z Lidla.  Nie kłam też, że słowa na „k” i te przyjemniejsze trzyliterowe na „s” nie istnieją w naszej rodzinie.

Jak to wszystko ma krótkie, króciutkie nogi. Twoja mała pociecha przeistoczy się w coś, co z cieszeniem się nie ma nic wspólnego, jeśli natychmiast nie przestaniesz jej oszukiwać. Kłamstwa o czekoladzie w najgorszym wypadku pójdą Ci w dupę, a kłamstw o trudach życia nie tak łatwo zapomnieć. Zamiast mędrkować powiem Ci jak ja to robię. Jednym z moich większych powodów do dumy jest to, że oddaję honorowo krew. Moje dziecko to wie i doskonale wie DLACZEGO to takie ważne. Że krwi nie da się kupić i że to nie ketchup. Idąc krok dalej – moje dziecko wie PO CO tę krew należy oddawać. No przecież nie na zupę (ani nie na kaszankę). Dostosowując język do poziomu 3-4 latka można łatwo wytłumaczyć, że czasem dwa autka się zderzają (dlatego też jeździmy bezpiecznie i zawsze w foteliku! -taki efekt uboczny wykładu o wypadkach). Czasem zderzą się tak mocno że ktoś łamie nogę i zwykły plasterek tej nogi nie sklei, dlatego trzeba jechać do szpitala i tam pan doktor musi dolać trochę krwi ze specjalnej butelki, bo – jak mówiłam – plasterek nie wystarczył i za dużo krwi się wylało. Na szczęście istnieją dobrzy ludzie, którzy są zdrowi i czasem pani specjalną igłą i rurką zabiera trochę krwi żeby była dla innych w takich sytuacjach. CAŁE SZCZĘŚCIE że tak można robić, bo przecież nie ma krwi w sklepach.

Jeśli oddajecie rzeczywiście krew (do czego OGROMNIE zachęcam – sama oddaję ale i potrzebowałam kiedyś paru jednostek, więc to naprawdę obieg zamknięty…) możecie wyjść przed swoim dzieckiem na superbohaterów. Jeśli nie możecie -taka historia spokojnie może się skończyć dodatkiem, że niestety macie takie a takie schorzenie i Wasza krew nie jest prima sort.
W każdym razie – na podstawie tej opowiastki opowiedziałam mojej córce, że ona również musi mieć pobraną krew, bo pod mikroskopem lepiej widać wszystkie ciekawe stworzonka, które tam pływają a potem… zaszalałam i skłamałam już kreatywnie – z tego małego słoiczka krew może pójdzie do jakiegoś małego ptaszka, który uległ wypadkowi (wersja dla 3-latka) lub pani pielęgniarka będzie miała w komputerze zapisane jak fajna jest twoja krew jak już będziesz mógł ją oddać innym (wersja dla 6 latka). Ach, aż wypada wpleść dygresję – w rodzicielstwie najbardziej lubię te niepohamowane fale kreatywności na co dzień. 🙂

Orientacja na cel

I tak – siedząc w poczekalni dziecko ma wiedzieć PO CO tam jest, DLACZEGO to takie ważne i ma wiedzieć, że – tak, pani będzie wbijać igiełkę (ale malutką). Może mi nie uwierzycie, ale moja starsza córka na ostatnim pobieraniu krwi patrzyła dokładnie na ręce pielęgniarki jak wbija igłę i zaciąga probówkę czerwoną cieczą.

Błagam nie kłam, że jedziesz „gdzieś” i wrócisz „w piątek”. Czteroletnie dziecko z łatwością zrozumie zdanie: „Jadę do Gdańska – to takie miasto nad morzem, będę tam 3 nocki, bo muszę opowiedzieć jak poradziliśmy sobie z tym zepsutym komputerem u nas w Krakowie a nawet im pokazać gdzie to naprawić! Wrócę w piątek, czyli tego dnia, kiedy w przedszkolu na obiad pewnie będzie ryba a potem jest weekend, czyli jaki dzień? Dzień czekolady! A w ogóle to mam prośbę – pożyczysz mi któregoś z Twoich pluszaków, będzie mi się łatwiej zasypiało w nowym łóżku”. Gwarantuję Ci, że nawet średnio empatyczny przedszkolak (są takie?) oszaleje z odpowiedzialności zadania jakim jest wybranie idealnej maskotki, a jak tylko na obiad wjedzie dorsz w panierce, będzie się chwalić, że mama to taka mądra bo komputery naprawia (nawet jeśli pracuje w księgowości – przecież się zepsuły cyfry!). Nie zapomnij tylko sprawdzić czy aby na pewno w piątek ryba, czy nie może jakieś naleśniki z serem.

Nie kłam też w naprawdę smutnych kwestiach. Nie upraszczaj kwestii śmierci do zaśnięcia – dostosuj fakt do funkcjonujących w Waszym domu przekonań czy wiary. Nie mów że szpital to zło, bo tam leczą i tam pracują najmądrzejsi ludzie świata. Nie opowiadaj, że mamusia kupi nową grę, kiedy właśnie straciłaś pracę, jesteś samotną matką i z trudem wiążesz koniec z końcem.

Przyzwoita uczciwość

Nie chodzi o to żeby dzieci traktować jak dorosłych i obarczać ich swoimi smutkami. To byłoby nie fair, a wręcz skutkowałoby terapią w dorosłym życiu, Bądź uczciwa – pieniądze biorą się z pracy, ale nie każdy ma taką samą. I że najważniejsze to mieć obok kogoś, kto wspiera w marzeniach i dążeniach do ich realizacji. Człowiek ma ciało, które czasem nie działa za dobrze i musi się podleczyć i zreperować, a najlepiej to robią w szpitalach.

Nie wychowujmy w kłamstwie, bo kiedyś nasze dzieciaki mocno się rozczarują. Nie róbmy tego społeczeństwu – niech rośnie świadome pokolenie. Zwłaszcza w czasach „szybko”, „łatwo”, „przyjemnie”. I nie chodzi o to, że nasze mądre dzieci nie będą nas kłamać na stare lata. Chodzi o to, że te dzieci nie będą kłamać jako lekarze, urzędnicy, sprzedawcy i politycy… Przynajmniej jest cień szansy że kłamstwa będą bardziej przemyślane.

About the author

Aneta

View all posts