Jak zbudować autorytet?

Najbardziej wymarzoną sytuacją jest ta, kiedy robimy swoją robotę w sposób należyty, a potem dostrzega to szef i daje nam propozycję nie do odrzucenia. Kokieteryjnie rzucamy: „No dobrze, to się zastanowię” ale w duchu już decyzję podjęliśmy dawno. W końcu poradniki negocjacyjne wyraźnie mówią, żeby trochę pograć w pokera z przełożonym i nie wystawiać się za wcześniej z wszystkimi kartami. Do tego mamy pełną aprobatę zespołu, w którym do tej pory pracowaliśmy. Szczególnie, że zwierzając się najbardziej zaufanej koleżance otrzymujemy zapewnienie o słuszności decyzji. I że wszyscy jesteśmy bardzo za i w ogóle to najlepszy układ jaki można sobie wymarzyć.

Tak było u Was? Gratulować? Chyba tak, ale raczej wysokiego poziomu krótkowzroczności i zapatrzenia w siebie.

MÓJ mąż z zawodu jest DYREKTOREM

Błagam, niech mi ktoś napisze, że nie tylko ja pamiętam filmy z PRL-u. I że wiecie z którego jest ta fraza. I że wciąż Was śmieszy 🙂

No dobra, trudno nie lubić lub przynajmniej nie słyszeć o Barei. Sprawdziłam w Google  – fraza jest podpowiadana od razu, także można uznać, że weszła do kanonu internetowego mainstreamu. Czy śmieszy Was równie mocno jak mnie? Mam nadzieję, bo to może świadczyć o dużym dystansie do siebie. Również jako lidera, a może zwłaszcza jako lidera.

Możesz powiedzieć, że jesteś mamą, bo jakimś dosyć klasycznym zbiegiem różnych okoliczności, było Ci dane urodzić małego człowieka. Czy tego chcesz czy nie – stajesz się rodzicem, nie ważne jak bardzo teoretycznie to wygląda. Spełniłaś wszystkie warunki, aby dostać tę posadę i najwyraźniej fizycznie byłaś w stanie sprostać założeniom.

Podobnie jest z wieloma awansami na przywódcze stanowiska. Spełnia się pewne wymagania, och jak często narzucone przez firmę. Mogą nimi być wyniki w pracy, szybkość, efektywność, zaradność. Liczby. One wskazały Ciebie jako potencjalnego kandydata. Potem pewnie jeszcze różne sposoby na sprawdzanie kompetencji miękkich. Może jakieś psychologiczne testy, może rozmowa z dobrym HR-owcem. Każda organizacja ma swoje sposoby aby sprawdzić, czy przypadkiem nie jesteś psycholem i zaraz wszystkich nie pozarzynasz. Z resztą jak jesteś  to i tak potrafisz zmanipulować wyniki.

I teraz tak  – założenia spełnione, testy zdane, rozmowy odbyte. Lekko nie było ale twoje ciało i umysł to przetrwały a teraz możesz w końcu zadzwonić do babci i powiedzieć, że jesteś dyrektorem. Wcale nie dlatego, że masz małe ego i trzeba sobie je ubarwić nową wizytówką. Nie będziesz musiała się silić na tłumaczenia kto to Account, Developer czy inny Associate i gdzie w tym wszystkim są pieniądze. Po prostu w końcu twoja babcia będzie mogła łatwo opowiedzieć sąsiadce, co wnuczka robi w tej wielkiej amerykańskiej firmie.  No jak to co? Jest dyrektorem, wiec dyrektoruje.

A potem jesteś w dupie.

Bo okazuje się, że zarówno bycie rodzicem to nie piękne zdjęcia na instagramie, a bycie liderem zespołu to nie zdjęcie ze stoka, które ilustruje ten post. Bo obie funkcje są nam dane, a pełnienie roli rodzica i lidera to jednak wielka (dosłownie) kupa.

A może by tak zacząć od budowania autorytetu? Nie masz na to czasu? Jakiego czasu? Zawsze masz czas. Masz go tyle samo co najwięksi przywódcy na świecie. Doba zawsze miała i póki my żyjemy- będzie miała 24 godziny.  Nie myśl co zrobisz jutro po porannej kawie, budowanie autorytetu zacznij teraz.

Lekcja pierwsza.

To się dzieje teraz. Jakimś sposobem trafiasz na tego posta. Nie wiem skąd się tu wziąłeś. Idealnie by było jeśli po organicznych wynikach z Gogola za pośrednictwem frazy: „Budowanie autorytetu w zespole”. Może czytasz sobie bo jakoś zaintrygowało cię zdjęcie. Może tytuł. Może ktoś „przypadkowo” zostawił na monitorze otwarty właśnie ten post. Nie wiem. Ale czytasz to teraz i jeszcze nie kliknąłeś czarnego krzyżyka w prawym górnym rogu.

Tego właśnie gratuluję, bo być może zaczynasz chcieć zbudować swój autorytet innym narzędziem, niż zaoferowała ci czasoprzestrzeń, w której się znalazłeś. Nie szata zdobi człowieka i nie tytuł daje Ci miano lidera.

Zaczynamy teraz. Jeśli czytasz to jako rodzic, to w zależności od sytuacji musisz dziś prawdopodobnie ruszyć mocniej dupę. I  w zależności od wieku latorośli, zastanowić się jak bardzo zależy Ci na budowaniu swojej marki osobistej w swojej własnej rodzinie. Twoje dziecko cie kocha prawdopodobnie najbardziej na świecie. O ile nie jest nastolatkiem, to nawet jeśli krzyczy jakieś hasła o nienawiści, wróci do Ciebie bo jesteś największym mędrcem w galaktyce. Nie potrafi mówić jeszcze? Ani nawet chodzić? Tym bardziej pora na zadbanie o swój autorytet.

Wróć z pracy i pogadaj z nim. O czymś więcej niż „jak było w szkole”. Zaproponuj coś wspólnego. Sam wiesz najlepiej co – z przedszkolakiem i szkolniakiem to pewnie wspólne zrobienie kolacji (tak, dobrze czytasz – wcale nie zachęcam do delektowania się wspólną zabawą, bo sorry, co ty wiesz o zabawie, nawet średnim specjalistą nie jesteś). Ze starszym – może poświęcenie tego dnia na obmyślenie gdzie na wakacje w tym roku. Czy coś, co zwykle robicie wspólnie.

Skończ czytać , odłóż telefon i podejdź do śpiącego niemowlaka. Świetnie że akurat śpi, a może to pora na pogłaskanie i zastanowienie się jak możesz mu sprawić przyjemność na wyższym poziomie niż karmienie, opieka czy zabawa. Co jeszcze można zrobić? Można bardziej być sobą. Nie wiem – śpiewać, tańczyć, gwizdać. To, co wydaje się infantylne i czego nie robi się publicznie. To jest świat, do jakiego chcą wejść maluchy i podziwiają że tak potrafimy. Stań się idolem na tym poziomie.

Lekcja druga.

W moim wymarzonym świecie, lider zespołu zostaje wybierany tylko i wyłącznie przez zespół. Nie wiem jak, ale znajduje się jakiś super demokratyczny sposób na jednomyślność i daje mandat tej jednej osobie. Osoba ta, spełnia też wszystkie wymagania wynikające z predyspozycji osobowościowych. Dopóki mała republika nie zmieni zdania, działamy w ten sposób naturalnie.

Coby nie mówić – jest to utopia. Zawsze znajdziemy kogoś niezadowolonego z podejmowanych decyzji. Zawsze staniemy przed męczarnią procesu albo betonem wyżej. Najgorsze jest to, że najczyściej na tym etapie zaczynamy zwalać winę na tzw. „system”.

Tak autorytetu nie zbudujesz. Staniesz jednym z wielu współnarzekaczy. Jeśli będziesz bronić wspólnego wroga – utopisz się w nienawiści zespołowej i niezrozumieniu. A fabryka wymaga. A fabryka oczekuje. Zbliża się koniec miesiąca, kwartału, roku. Niepotrzebne skreślić.

Czego by od Ciebie fabryka nie chciała – zacznij od wymagania od siebie. Stań się prawdziwym przywódcą. Teraz. Zbadaj swoją motywację a potem dowiedz się co inspiruje każdego z członków twojego zespołu. Ta zasada o zakładaniu maseczki tlenowej najpierw sobie, a potem dziecku w razie awarii samolotu, jest również istotna w kwestii motywacji.

Autorytet się podtrzymuje jak żar w ognisku.

Jak to zrobić? Najpierw ognisko trzeba zapalić, tak aby byle wiatr go nie zdmuchnął.

Zacznij od kilku prostych ćwiczeń:
  1. Spisz na kartce (lub na czym tam chcesz – byle by to było w twoim stylu) wszystkie spotkania, jakie masz z zespołem w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Nie czekaj na początek kwartału, zrób to teraz lub w najbliższym czasie. W każdym razie nie zwlekaj. Napisz po kolei co macie zaplanowane, zgodnie z procesami w jakich pracujecie. Będą to różne team meetingi, staff meetingi, retrospektywy, one-on-one’y, kick-offy. Czym chata bogata:) Wymieniam różne nazwy, bo pewnie u Ciebie jest jeszcze inna nomenklatura.  Spisz to sobie w kalendarzu tych trzech miesięcy i pogrupuj w kategorie (ja bym podkreśliła kolorowym pisakiem). Kategorie proponuje takie: spotkania zbiorowe, indywidualne, a może jeszcze jakieś w podgrupach. Pamiętaj o zaplanowanych wyjazdach firmowych, piwach czy imprezach poza godzinami pracy. To też spotkania, które zawierasz w planie.
  2. Zastanów się (tak z ręką na sercu) ile czasu lub jaki procent średnio w tygodniu poświęcasz na nieoficjalne spotkania. Mam na myśli wszystkie spontaniczne kawy, obiady, a także „zjazdy krzesłami” – jak to miałam w zwyczaju w jednym z moich zespołów. Pamiętaj też o wyjściach na piwa i – jeśli masz z kimś wspólne zainteresowania – na przykład spotkania w siłowni, na basenie, słowem – wszystkie sprawy poza pracą związane z hobby. Tutaj też postaraj się zawrzeć podział na kategorie. Ponieważ spotkania nieoficjalne nie są wpisywane w kalendarz, potraktuj je jako procentowy dodatek do wyniku analizy przeprowadzone w punkcie pierwszym.
  3. Musisz się dowiedzieć jakie cechy powinna mieć osoba ciesząca się autorytetem. Oczywiście najlepiej byłoby zapytać swój zespól, ale to nie czas i miejsce. Możesz natomiast zapytać przynajmniej jedną osobę, z którą pracujesz na co dzień. Siebie samego!
    W związku z tym – spisz na kartce cechy charakteru takiej osoby. Upieram się przy liście, bo wtedy lepiej wrócić do starych pomysłów. Aby sobie ułatwić zadanie – przypomnij sobie osobę, którą niezmiernie szanujesz, która być może była Twoim mentorem, szefem. Może nauczycielem w szkole czy na studiach. Może to Twój rodzic albo ktoś z rodziny. Jeśli kilka osób – wspaniale – spisz wszystkie cechy. Potrzebujesz konkretnych danych, więc aby sobie jeszcze bardziej ułatwić – przypomnij sobie konkretne sytuacje, w których z podziwem patrzyłeś na tę osobę.
  4. Pogrupuj cechy. Na dobry początek – wybierz 5-6 cech, które najbardziej cenisz. Resztę zostaw na później.
  5. Zastanów się – co takiego należy robić lub nie robić, aby przejawiać cechy, które są dla nas najważniejsze?
  6. Przypisz konkretną cechę do spotkania (oficjalnego lub nieoficjalnego), podczas którego będziesz się skupiać nad rozwojem tejże cechy.

Ćwiczenie opisałam bardzo teoretycznie, aby przyniosło efekty, potrzebny czas. Na razie skupiamy się nad konkretnymi działaniami, aby przed samym sobą nie wstydzić się zachowań.

Przykład:
  • po zrobieniu i zgrupowaniu ramowego planu na najbliższe 3 miesiące wyszły mi proporcje ile czasu zajmują mi trzy kategorie spotkań
  • zrobiłam mapę cech charakteru moich autorytetów
  • wybrałam kilka najważniejszych, powiedzmy że dla przykładu skupię się na cesze: pokora (bo wyobraziłam sobie idealnego menadżera, bo widzę babcię przyjmującą z pokorą przeciwności losu, bo szanuję znajomą lekarkę, która mimo ogromnych osiągnięć zawodowych ciągle nie zadziera nosa w diagnostyce).
  • wybrałam taki zestaw: 1on1 z każdym, najbliższe spotkanie z całym zespołem i on-boarding nowego pracownika
  • skupiam się maksymalnie na wybranej cesze i zgodnie z punktem 5 – analizuję jak powinnam działać podczas spotkania. Np. pilnować się z komentowaniem. Przyjść przygotowaną o dodatkowy artykuł na dany temat. Oddawać głos innym (jeśli mamy tendencję do zagadywania) lub przejmować pałeczkę (jeśli musimy przełamać introwertyzm).  Podawać przykłady i nazwiska autorytetów z branży (a nie: „Ja uważam, ja sądzę”). Jeśli nie olaliście punktu 5-tego, to przykłady będą przychodzić do głowy same.
  • mierzę efekty za jakiś mniejszy odcinek czasu (np. po miesiącu). Jak? Tu sposobów jest ogromnie dużo – od badania w zespole poprzez ocenę własnych odczuć. Więcej o feedbacku i self-feedbacku w innych postach.

Mam nadzieję, że zaczynamy od teraz!
W domu i w pracy. Tymczasem ja klikam „zapisz” i idę budować swój autorytet w domowym zaciszu.

 

 

About the author

Aneta

View all posts