Geek Kid – Twoje dziecko jest geniuszem!

Nie wierzysz? A może cicho o tym wiesz o momentu narodzin, ale czekasz aż światu objawi się mały Einstein czy mała Skłodowska. Bo przecież to pewne, że Wasze dziecko jest wyjątkowe i z pewnością będzie się wyróżniać i w klasie, i na uczelni, a potem w pracy.
Minuta ciszy dla hejtrów TERAZ! Przecież wyśmiewamy wszystkie instamatki i fejsbukowych rodziców z rozmaitych grup, kiedy wrzucają zdjęcia swojej Zosi i Jasia w sytuacjach jednoznacznie świadczących o wysokim indeksie IQ i wyjątkowości urody. Sami wielokrotnie z pobłażaniem słuchamy opowieści dalszej rodziny czy znajomych, rozpływającej się nad geniuszem w konkretnej dziedzinie (a najlepiej kilku).

Mam wrażenie, że w dzisiejszej swobodzie myśli, słowa i obrazu nastąpił kryzys wyjątkowości. Bo paradoksalnie każdy jest wyjątkowy – przynajmniej tak się wydaje oglądając zdjęcia na instagramie, wpisy na facebooku. Często młode mamy zakładają bloga (voila!) bo ich przeżycia są odkrywcze, a wszystko za sprawą wyjątkowości nowego członka rodziny. Na to nakładamy komentarz – jak bardzo sensowny – mówiący, że wyjątkowi są nieliczni ale niech sobie piszą, blogują, wrzucają w sieć te dziecięta. Geniusz jak się urodzi to go znajdą. Byle jego matka miała komputer. Albo chociaż telefon. Bo internet jest wszędzie, więc o to martwić się nie trzeba.

(nie)siedź cicho, a znajdą cię

W tych dwóch skrajnościach rodzą się te małe pacholęta. W tym roku podobno wyjątkowo dużo i jak na standardy drugiej dekady XXI wieku mamy coś w rodzaju „wyżu”. Rodzą się na prowincjonalnej wsi (ha! a czy wieś jest jeszcze prowincją? Kiedy możesz w 5 sekund wykupić kurs prosto ze Stanford’u lub innego Oxford’u? A ubrania „lepszych” marek kupić raz dwa w sklepie internetowym z dostawą do domu?). Rodzą się w hipsterskich domach dużych polskich miast. Pamiętam ze studiów pojęcie makdonaldyzacji społeczeństwa*, teraz przyznaję, że w Polsce trafniejsze byłoby pojęcie „allegryzacja społeczeństwa„. Bo w ostateczności zarówno ta matka z podkarpackiej wsi, będąca na macierzyńskim już piąty rok, i ta dziewczyna 30+ otwierająca kolejny startup w technologicznym hubie w dużym mieście, kupią na Allegro zestaw bambusowych eko pieluch z wzorem we flamingi (hit lata 2018). Obie powiły przecudnej urody bobaski, obie mają te same problemy z życiem w połogu, z ogarnięciem kuwety (czasem dosłownie – po pojawieniu się noworoda koty schodzą na drugi plan). I co najważniejsze – obie urodziły genialne dzieci!

Geniusz tkwi w sposobie wychowania i w zachwycie rodzica. To rodzic pierwszy zauważy, że mała Julia sprawnie chwyta zabawkę albo że roczny Staś wybija do rytmu piosenkę zasłyszaną z reklamy w TV (to znaczy nie z reklamy ale z czołówki serialu Netflixa). Potem o tym usłyszy dalsza-bliższa rodzina i znajomi. Czasem internety. Czasem koledzy w pracy. Może nie usłyszy nikt, ale matka wie i zostanie to docenione w przyszłości, bo takich geniuszów świat nie przepuszcza.

Rodzicu! Tak, masz w domu geniusza i – niestety – nie, nie znajdzie go świat jeśli mu go nie dostarczysz. Wiesz na czym polega paradoks? Że mamy za dużo i za mało. Jesteśmy tak bardzo zbombardowani informacjami, że sztuką jest wyłuskać to, co dla nas istotne. Konto na instagramie zakłada się w minutę. Myślę, że nastolatki potrafią w sekundy. Gdzie w tym wszystkim mamy miejsce dla nowego Mozarta? Drugi paradoks, który przyznaję obserwuję w swoim mieście – to stopowanie z pędu do zajęć dodatkowych dla dzieci. Rodzice w końcu zmądrzeli (tak mi się póki co wydaje) i nie spędzają popołudniowych godzin w samochodzie z dzieckiem, podwożąc je na kolejne zajęcia dodatkowe. Bo w końcu zrozumieli, że czas rodzica bardziej rozwija, że praca to nie wszystko – oraz, że 6-7-8 letnie dziecko jest po prostu wieczorem zmęczone, Mamy więc rodziców przeginających i oferujących dziecku pełen zakres Domu Kultury i Klubu Sportowego oraz rodzica pochłoniętego niekoniecznie fajnym odpoczynkiem popołudniu i czekającym na „lepsze” czasy, a najlepiej na dorosłość.

Genialny umysł przedszkolaka

W tym wszystkim nasi mali geniusze muszą sobie jakoś radzić. Przedszkolaki sięgają pamięcią jeszcze w dość krótki zakres, wiec one nie mają pojęcia, że na przykład w innym kraju można żyć inaczej, że można wiele razy w życiu zmienić miejsce zamieszkania, pracę, szkołę (oczywiście poza rodzinami, które żyją zmianą i już mają na koncie wiele przeprowadzek). W związku z czym ich odkrycia są osadzone w tym, co mają dookoła i uznają to za status quo. Robią większość rzeczy intuicyjnie, bo na tym polega swobodna zabawa. Ty Drogi Rodzicu powinieneś obserwować swoje młode i wyłapać pasję do robienia pewnych rzeczy, ale nie musisz od razu szukać najlepszej szkoły tańca w mieście żeby tę pasję rozwijać.  To co do Ciebie należy, to podtrzymanie zapału i ciągłe tłumaczenie zalet płynących z ich rozwijania. Na przykład jeśli Twoje dziecko jest bardzo sprawne sportowo, wychodź z nim na rower, biegaj, pokazuj w internetach różne rodzaje sportu. Sam jesteś anty-sportowcem? Znajdź kogoś, kto będzie w stanie mu pokazać jak jeździć na rowerze, weźmie na basen itd. Nie musisz od razu zapisywać na wszystkie możliwe zajęcia sportowe – dzieci czasem chcą dotknąć tematu, aby móc wybrać odpowiedni. Jest skupione w konstruowaniu? W pisaniu? W czytaniu? Inwestuj w klocki lego, w książki, co tam jeszcze. Ale nie musisz już natychmiast szukać zajęć dla młodych poetów.

Leniwy rodzic nie pomaga

Kup, pokaż, znajdź kogoś, znajdź czas, wyszukaj… Pewnie pomyślisz: łatwo się mówi… Pewnie że łatwo! Bo WSZYSTKO wymaga poświęcenia i często przełamania własnych barier i ograniczeń. Trzeba się poświęcić i wyjść na rower, nawet jeśli samemu ostatnio się jeździło 15 lat temu… Trzeba przeczytać książkę o przygodach w kosmosie, kiedy ostatnia książka czytana była do matury. Oj jak to łatwo by było, gdyby zapalonym narciarzom rodziły się dzieci z pasją do sportów zimowych, a muzykom tylko te ze słuchem absolutnym. Gena ponoć nie wydłubiesz i w wielu przypadkach widzimy, że wybitni ludzie wychowywali się w domach o podobnych tradycjach czy zainteresowaniach. Nie wydaje mi się, że jest to standard, a raczej styl życia przekazywany z pokolenia na pokolenie. To raczej wygrany los na loterii życia a nie płynięcie pod prąd.

Rodzicu, pójdź od wiatr ze swoimi słabościami i wychowaj geniusza! Możesz wygrać więcej niż zadowolenie małego człowieka, możesz wygrać odkrycie pasji do czegoś nieodkrytego wcześniej zupełnie!

About the author

Aneta

View all posts