„Dyscyplina to podstawa wychowania” – mądrości z Pana Kleksa

Jak każdy szanujący się rodzic dziecka w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, jestem absolutnie na bieżąco z przebojami z filmów i seriali dla dzieci. Zarówno tym z  tzw. „naszego” dzieciństwa jak i współczesnymi. No przecież jestem świadomym rodzicem i dbam o więź z dzieckiem, co nie?
Jakże mi niezmiernie miło, że od dobrych paru miesięcy w uszko wpadł ten oto przebój (a Pan Emilian tam jak z kosmosu rzeczywiście:)

To jak to jest u Was z tą podstawą wychowania?

W dupach się poprzewracało

Jest takie wydarzenie dla praktyków Agile/Lean, podczas którego wyjeżdżamy na weekend w jakąś tzw. „siną dupę” i niemal przez 24/7 rozbijamy na czynniki pierwsze wyzwania z zakresu software developmentu, uczymy się nowych narzędzi, praktyk i wymieniany doświadczeniem.

Parę lat temu podczas takiej wieczornej (co ja gadam, porannej, z pewnością było grubo po północy) piwnej dyskusji, debatowaliśmy o dyscyplinie w IT.

Przyznaję, że trochę stałam okrakiem. Z jednej strony – doceniam „work-life-balance”, jaki daje branża IT. Kiedy nie pracowałam jeszcze jako Scrum Master, mogłam zapomnieć że spóźnienie się do pracy z powodu korków ujdzie mi płazem. W końcu (dosłownie) zaczęłam oddychać pełną piersią, nie musząc udowadniać jak bardzo wartościowe są moje „dupogodziny” mimo że w tym czasie mogłam zrobić cokolwiek lepszego dla siebie i firmy.

Z drugiej strony – nic mnie bardziej nie wkurza jak nie informowanie o spóźnieniu na Daily, zgłaszanie urlopu w ostatniej chwili (mimo że był planowany) a już najbardziej – „zapominanie” o zadaniach, które zespół sam kolektywnie ustalił.

Osoby doświadczone (sądząc po siwych włosach lub innych elementach urody) były bardziej skłonne do popierania teorii, że:

 „dzisiejsza młodzież” to życia nie zna

No tak, nie zna. Bo żyje w drugiej dekadzie XXI wieku. Bo miała to szczęście pójść na politechnikę, a przynajmniej zainteresować się gdzieś po drodze algorytmami. Mieszkając w dużym mieście nie trafiła na „Janusza Biznesu” jako pierwszego pracodawcę ale na korpo z kawą i owocami. No faktycznie, straszne nieszczęście, że świat nie utknął na pańszczyźnianych folwarkach tylko rozwija technologię. A ludzkość może do woli wymyślać i kombinować dalej w myśl zasady: „Jak by to zrobić, żeby się nie narobić.” 

Wstaje taki Bartek/Piotrek/Łukasz* o tej 10 „rano” i po przetarciu oczu stwierdza, że dziś nie dzień  na home office, czas wybrać się do biura.

Po drodze wyśle parę wiadomości do zainteresowanych , że nie dojedzie na spotkanie o 10.30 bo zaspał, ale posiedzi za to dłużej. I siedzi rzeczywiście. Ma pracę kreatywną. To nie szychta i akord ani tez nie dyżur. Wymyśla nowe rozwiązania, debatuje z zespołem, szuka rozwiązań podczas lunchu,  grając w piłkarzyki. Może podczas papierosa. I co? Wymyśla. Jest zadowolony bo zoptymalizował  produkt, bo testy przechodzą. Najlepsze rozwiązania przychodzą mu późno po 17, kiedy w biurze zaczyna być coraz puściej.

Czasem wpadnie w takie „flow”, że nie zauważa, że za oknem już szaro.

Co zatem z dyscypliną?

Nie ma motywacji, są nawyki

Bardzo jednoznacznie usłyszałam tę prawdę u Oli Budzyńskiej (Pani Swojego Czasu – kto nie zna). Czym innym jest szukanie natchnienia do zmian w życiu, a czym innym realizowanie planu. Nawet same poszukiwania można przechytrzyć nawykiem – za pomocą sprzyjających im zwyczajów – np. czytanie książek, słuchanie podcastów, oglądanie webinarów.

Ten deweloper naprawdę nie zbawi świata, jeśli przyjdzie do pracy wraz
z hejnałem. Pod warunkiem, że stosuje się do zasad ustalonych w miejscu pracy czy w zespole – nie robi niczego złego i wręcz przeciwnie – jest żywym przykładem na to, że socjalistyczne siedzenie w pracy „bo tak” odejdzie do lamusa jeszcze za naszego życia.

Co jednak jeśli z jakiegoś powodu nie jesteś wysokiej klasy specjalistą o wysokim ilorazie inteligencji i wielu latach doświadczenia w IT? Co jeśli Twoje zespoły nie składają się tylko z seniorów osadzonych w ciałach dwudziestoparolatków? Co jeśli twoje dziecko… znowu ma poprawkę ze sprawdzianu z matmy, a to przecież „tylko” skracanie ułamków?

Nie wierzę w motywację na tym etapie. Wierzę w dyscyplinę i idące za nimi nawyki.

Syndrom studenta

Jak w przypowieści o jawnogrzesznicy. Niech pierwszy rzuci kamień ten, który nigdy niczego w  życiu nie prokrastynował. To trudne słowo (z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka) towarzyszy homo sapiens na każdym etapie ewolucji. My, ludzie z XXI wieku zrobiliśmy wszystko żeby prokrastynację pielęgnować jak storczyki w doniczce. Wymyśliliśmy tyle wynalazków, udogodnień, do tego po doświadczeniach II Wojny Światowej mamy dosyć konfliktów zbrojnych. Nie potrzebujemy walczyć o dach nad głową, pierzemy naczynia i ubrania w sprzętach do tego wynalezionych a przygotowywanie jedzenia jest albo nowym hobby albo uproszczone do wrzucenia składników do samotermocośtam.

Dlatego w tym świecie robotów dużo trudniej walczyć o dobre nawyki a jeszcze trudniej o dyscyplinę. I tak patrząc na zdobycze cywilizacyjne A.D. 2019 może nie potrzebujemy pracowników- robotników. Przecież praca to już nie folwark, tak?

Dla mnie jednak dyscyplina po ciągle podstawa wychowania. Wcale nie dlatego aby wytresować nasze dzieci, żeby znały odpowiednią kindersztubę, odrabiały lekcje i popołudnia spędzały na zajęciach z rysowania, pływania, śpiewania, biegania, a i może z myślenia.

Dla mnie dyscyplina to podstawa… zabawy, spędzania czasu, przyjemności i radości! 

Jeśli to nie rodzic to kto?

Pewnie zastanawiasz gdzie tu analogia? Branża IT, programista, rynek pracy a z drugiej stron dyscyplina w wychowaniu dzieci. Wyjątkowo nie chcę połączyć obu aspektów w oczywisty dla bloga sposób. Nie to, że jak domu dziecko słucha od razu to potem taki dorosły facet zza monitorów też będzie wypełniał rozkazy. Nic z tych rzeczy. Raczej przewrotnie – ten dorosły deweloper nie powinien słuchać niczyich rozkazów. Oprócz własnych.

Ten właśnie wewnętrzny rozkaz to poczucie obowiązku. To przekonanie o tym co wolno, ile można nagiąć rzeczywistość, jak bardzo jest się uległym. Nikt nie lubi się przemęczać. Dlaczego więc mielibyśmy się katować samą myślą, że praca zmusza nas do bezsensownego wysiłku?

Takie poczucie dyscypliny wewnętrzne, wyniesione z dzieciństwa i pielęgnowane w dorosłym życiu to podstawa… szczęścia w pracy! To podstawowe założenie aby uniknąć niespodzianek. Aby robić co do człowieka należy w najlepszy możliwy sposób i po prostu nie udawać przed samym sobą że jest inaczej.

A w jaki magiczny sposób tego możemy dokonać jako 6-7 latki? Słuchaniem TED talków? Czytaniem książek biznesowych? A może blogów o motywacji i zarządzaniu czasem? Spotykaniem się z ze swoim mentorem czy grupą na branżowym meetupie?

Haha, wydaje mi się, że raczej to nie to, co dzieci lubią robić w czasie wolnym. W związku z tym – kto jak nie rodzic bierze odpowiedzialność za pokazanie czym jest dyscyplina, jak jej używać a nie nadużywać?

Jak to zrobić? To temat na następny artykuł:)

*Bartek/Piotrek/Łukasz – to nie o Was 🙂

About the author

Aneta

View all posts