Dlaczego warto pytać „dlaczego”? #multitool

Chwilę mi zajęło zanim zdecydowałam się do jakiej grupy odbiorców pisać tego posta. Z jednej strony – jeśli skieruję go do „edżajlowców” – mogę pominąć cały wstęp o metodzie 5 WHYs oraz o zadawaniu pytań w coachingu itd. Z drugiej strony – jeśli skierowałabym porady tylko do rodziców nie mających nic wspólnego ze zwinną pracą, za bardzo skupiłabym się na teorii i byłby to wpis czysto informacyjny.

Moją ambicją jest jednak połączyć te dwa światy, zatem może ten wpis to próba udowodnienia, że rodzice z IT i rodzice spoza IT to ta sama grupa, z takimi samymi doświadczeniami?

Spróbujmy.

Dawno, dawno temu…

Najpierw trochę teorii. Postaram się bardzo krótko i syntetycznie, bowiem książek, blogów, teorii dotyczących metodyki znajdowania przyczyn problemów jest bardzo wiele. Nie chciałabym też wrzucać litanii tytułów, które są najlepsze, bo z pewnością łatwo znaleźć u źródeł. Do zgooglowania właściwie wszystko co podpowiada nam Wikipedia, ale ostrzegam – RCA (Root Cause Analysis czyli analiza przyczynowo-skutkowa) to temat rzeka i im głębiej tym ciemniej. Firm konsultingowych zajmujących się wdrażaniem Lean w fabrykach i firmach jest całkiem sporo. Na ten temat napisano też masę książek, prac naukowych, otworzono zajęcia na różnych kierunkach czy nawet całe studia podyplomowe. Na moim blogu nie znajdziecie wyczerpujących informacji na ten temat i choć znam się z paroma praktykami i widziałam całkiem sensowne analizy, to muszę przyznać, że praca nad znalezieniem prawdziwego źródła problemu często spędza sen z powiek doświadczonych managerów.  Facylitatorom spotkań bardzo trudno jest znaleźć odpowiednią metodę i dobrze poprowadzić meeting. Jak napisałam – im głębiej tym ciemniej, jakże często wychodzą trupy z szafy, a zmęczenie materiału (czyli ludzi) tylko pogłębia zagmatwanie.

Podwaliny tej metody leżą w szerokim zagadnieniu, jakim jest zarządzanie jakością. Wprowadzanie metod pracy pozwalających na zminimalizowanie strat dzisiaj uważane jest za „must have” każdej liczącej się firmy technologicznej na rynku. Metody te – nazwę je ogólnie Lean mają dosyć starą jak na dzisiejsze postrzeganie nauk pochodzenie.
Kiedy Japonia podnosiła się po II Wojnie Światowej, tamtejsi przedsiębiorcy i inżynierowie dosyć szybko odkryli, że aby konkurować z USA i Europą, muszą zminimalizować marnotrawstwa. Zawęzić procesy, znaleźć miejsca które są zbędne. Tak pojawił się Lean w fabrykach Toyoty.
Rączka w górę kto kiedykolwiek miał w garażu tojkę 🙂 I co? Auto jak auto powiecie. A zapytajcie mechaników – czy niska awaryjność i popularność marki nie wynika przypadkiem z dobrych rozwiązań technicznych? Historia firmy Toyota jest dla każdej osoby zajmującej się zawodowo transformacją Agile/Lean jak opowieść o kopciuszku. Opowiadamy ją chętnie, bo rzeczywiście ma w sobie dosyć proste przesłanie – ciężką pracą i skrupulatnością można dojść do momentu, kiedy sukces otoczony jest przyjemną dla ucha legendą.

Wróćmy do metody 5W

W teorii metoda 5WHY jest dosyć prosta – jak sama nazwa wskazuje – chodzi o zadawanie pięciu pytań DLACZEGO, przy czym jedno wynika z drugiego. Dzięki tej metodzie mamy szansę odnaleźć źródło błędu czy uzmysłowić sobie sedno problemu. Od razu uprzedzam – to nie jest polowanie na czarownice. Owszem, często okazuje się, że zawinił czynnik ludzki, ale jeśli sięgniemy głębiej i nie wyczerpaliśmy limitu pytań okazuje się, że przyczyna leży na przykład w motywacji, zmęczeniu, przepracowaniu. Mądry lider wie co z takim faktem zrobić i nie będzie kopał leżącego. Natomiast konsekwentnie wyciągnie wnioski i pomoże w taki sposób, aby sytuacja się nie powtórzyła. Mądry lider wie też, że zgłębianie albo nieumiejętne zadawanie pytań doprowadza do pętli i wywołuje efekt tłumaczenia się a nie dociekania przyczyny.

Nie inaczej jest w naszych domach.

Pewnie nieraz byłaś/byłeś takim wyszkolonym kierownikiem wyjętym żywcem z fabryki samochodów. Z tą tylko różnicą, że nie pytasz o wylany olej silnikowy na podłogę ale o ubabrane plasteliną klamki u drzwi do łazienki. O ile intuicja nie podpowiada Ci żeby skończyć na piątym pytaniu, zwykle dosyć jasno otrzymujesz wynik dochodzenia i co spowodowało takie zajście. Robisz to intuicyjnie i – znowu muszę to przyznać – mądrzy rodzice są ekspertami od zarządzania jakością, kryzysem i wszelakim kapitałem.

Pamiętaj tylko, że nie bawisz się w prokuratora spod ciemnej gwiazdy. Nie jest twoją intencją znaleźć przestępcę i wpakować go do więzienia na cały wieczór. Jeśli nie wiesz o czym mówię, to poćwicz – świetna metoda nie tylko w kryzysowej sytuacji.

Weźmy tę rzeczoną klamkę.
– Córeczko, dlaczego klamka do łazienki jest brudna? (1)
– Yyyy,, bo tam jest przyklejona plastelina.
– Skąd ona się tam wzięła? (2)
– Ja ją przykleiłam jak szłam siku.
– Dlaczego ją przykleiłaś (3)
– Bo musiałam chwycić klamkę żeby otworzyć drzwi.
– Dlaczego nie poprosiłaś mnie o pomoc? (4)
– Bo nie wiedziałam gdzie jesteś.
– Dlaczego mnie nie szukałaś? (5)
– Bo strasznie mi się chciało i już nie mogłam wytrzymać (:))

To jest prawdziwa sytuacja z mojego domu, Starsza miała wtedy jakieś cztery i pół roku . Aż ciśnie się na usta, żeby napisać: „Co Ty do cholery, Matka! Zabraniasz dziecku sikać jak ma pełny pęcherz bo się jakiejś klamki uczepiłaś??” . No fakt, uczepiłam się. Robiłam po prostu test, czy pięć razy zadane pytanie da mi jakiś efekt. Dało? Oczywiście – banalny. Dziecku chciało się sikać, więc to chyba oczywiste, że nie będzie patrzeć na to co i jak dzieje się po drodze.
Czy zostawiłam ją tak z tym? No oczywiście że nie, potem jeszcze padło zdanie w stylu: „Zobacz jak ciężko się zmywa plastelinę, myślisz że łatwo to będzie posprzątać?” Moja córka to nawet chciała mi udowodnić, że łatwo i sama zabrała się za szmatkę. Myślę, że o ile nie wejdziemy w rodzicielsko – kaznodziejski ton, to jesteśmy w stanie dać krótko informację czego nie wolno robić i na co uważać.

To piękne mądre rady dla rodzica małego dziecka, w przypadku nastolatka – chowajcie się niebiosa. Ale nie da się? A może eksperymentując od wczesnych lat, potem nam jest łatwiej z młodzieżą?

Mój mały trenerze!

To jak wychowujemy i dlaczego jedne metody się sprawdzają lepiej, a drugie mniej często bywa indywidualną sprawą. Natomiast to jak mały człowiek wychowuje, trenuje, kołczuje nas – rodziców – to osobna sprawa. Zaczynamy od malucha, który ledwo zaczyna sklecać słowa w całość. I już mamy całą masę pytań „Dlaczego?” „A po co?” „A co to?” Dochodzi do tego, że mamy dość i już naprawdę wypadałoby odpowiedzieć BO TAK (czego oczywiście nie robimy, gdyż tak zabraniają podręczniki o psychologii dziecięcej).

Jako rodzice mamy za to darmową i – przyznaj że uroczą lekcję poznania prawdy o świecie połączoną z treningiem umysłu. Małe dziecko ćwiczy na nas z lubością odkryte w Toyocie metody. Jest dociekliwie i nie zadowalają go zdawkowe odpowiedzi. Co rodzicu drogi wtedy robisz? Idziesz za ciosem? Dajesz się pokołczować swojemu kierownikowi?

To tak naprawdę bardzo wyjątkowy czas. Za tym czasem się tęskni, bo jeśli nie będziemy zbywać pytającego, dostrzegamy że niektóre prawdy życia i przyrody faktycznie mają ciekawą przyczynę.

„Dlaczego jest już ciemno?”
„Dlaczego musi przychodzić noc?”
„A dlaczego są inni ludzie na kuli ziemskiej?”
„A co to znaczy u nas?”
„To dlaczego to jest nasze?”
„Acha, czyli jest ciemno bo tutaj mieszkamy.”

„Bo za chwilę zacznie się noc.”
„Żeby dzień mieli ludzie po drugiej stronie kuli ziemskiej.”
„Bo tam też jest woda i łąka i miasta, takie jak u nas.”
„To znaczy w naszym kraju, mieście, albo w na naszej ulicy.”
„Bo tutaj zamieszkaliśmy.”

 

About the author

Aneta

View all posts